Roman łamie postanowienie noworoczne – Roman i Krystyna

Postanowienie noworoczne Romana

Brzuch ewidentnie się powiększył. Przed jakiś czas myślał, że to chwilowe wzdęcie, ale ostatnie wizyty pod prysznicem i to, co zobaczył, przekonały go, że coś jest nie tak. Krysia nic mu nie mówiła, ale pewnie po prostu było jej głupio…

Roman lekko podłamany swoją obserwacją, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce – „zamiast 10 minutowej porannej drzemki, będę wstawał i ćwiczył” – zadeklarował się sam przed sobą. Głos w jego głowie brzmiał zdecydowanie i przekonująco. Krótki program złożony z 20 przysiadów, pompek i brzuszków, na pewno prędko przyniesie fenomenalne rezultaty!

Oczyma wyobraźni już zobaczył siebie w nowej odsłonie. Nawet zmienił tapetę na komórce i na komputerze! Kiedyś z ekranu spoglądały na niego dwie uśmiechnięte twarze: Krysi i jego. Teraz jednak nadszedł czas, by chwilę popatrzył na niego Arnold Schwarzeneger. Chociaż trudno było powiedzieć, kto tu na kogo patrzył!

Krysia oczywiście zauważyła tę zmianę, ale zmieszana nie śmiała pytać – skąd ten nagły zwrot akcji i bojowy nastrój Romana?

 

Postanowienie noworoczne – pierwsze dni

Trzeba go było tylko zobaczyć! Gdy tylko budzik rano zadzwonił, a Roman doszedł do siebie, wyskakiwał z łóżka, niczym w wojskowych koszarach. Przemywał twarz, przebierał się, szedł do dużego pokoju, a następnie z walecznym nastawieniem, zabierał się z rosnącą intensywnością za kolejne przysiady.

Gdy kończył swoje serie, czuł przyjemne pieczenie i mrowienie w mięśniach – „dobrze!” – myślał – „boli, znaczy rośnie!”. Prawie czuł, jak w trakcie jego ćwiczeń ciało spala nadmiar kalorii, a on chudnie w oczach.

Coraz częściej, gdy tylko skończył ćwiczenia, szedł przed lustro zobaczyć, czy na brzuchu pojawiły się już jakieś widoczne prążki mięśni oraz czy bicepsy ładnie się zarysowują. Po 5 dniach jednak widowiskowych zmian nie było, a brzuch dalej bardziej niż kaloryfer, przypominał niskobudżetowy bojler z pojemnikiem na paproch.

Przez myśl przemknęło mu, żeby może jeszcze zrezygnować na jakiś czas z piwa albo słodyczy, ale ostatecznie zdecydował, że za dużo zmian na raz to niezdrowo.

 

Pierwsze potknięcia Romana

Sobota wszystko zepsuła. W weekend zazwyczaj spali dłużej po ciężkim tygodniu. Roman niespiesznie wstał z łóżka, umył się, zjedli z Krysią razem śniadanie. Nagle jednak go olśniło – Arnold spojrzał na niego ciężko z ekranu komórki i wtedy dotarło do niego, co naprawdę się stało. „Jak mogłem zapomnieć?!” – wyrzucił sobie samemu w głowie i nagle zrobił się zirytowany i lekko opryskliwy. W końcu, po krótkiej gonitwie myśli, znalazł wreszcie koncepcję, która go uspokoiła – „Przecież jeden dzień przerwy niewiele znaczy, prawda? Każdemu się może przytrafić!”.

Coś jednak w nieuświadomiony sposób w nim pękło. Stracił część swojego impetu, zdecydowania i w jego duchu pojawiła się pierwsza wątpliwość, czy naprawdę da radę.

Kolejny tydzień niestety nie był dla niego łaskawy. Po dwóch ciężkich dniach w pracy, w środę z przyzwyczajenia włączył drzemkę w telefonie. Gdy wstał, musiał się spieszyć do pracy i o żadnych ćwiczeniach nie było już mowy. To nie był dobry dzień! Przez cały dzionek, niczym prześladowca, towarzyszyła mu myśl, że nie da rady. Jeśli po półtora tygodnia ćwiczeń zdarzają mu się takie wpadki, to co będzie dalej?

 

Śmierć postanowienia Romana

W kolejnym tygodniu Roman zdwoił wysiłki. Obiecał sobie, że żadna wpadka mu się nie przydarzy i naprawdę miał postanowienie dotrzymania tej obietnicy!

Dni mijały, a niepowodzenia jednak zdarzały się coraz częściej. Zapał ewidentnie opadał. Porażka wydawała się nieuchronna.

Po czterech tygodniach ćwiczeń, przerywanych porażkami, Roman stanął przed lustrem. W chwili szczerości przyznał, że po tych wszystkich wyrzeczeniach i podjętym wysiłku, nie widzi praktycznie żadnej różnicy w swoim wyglądzie. Zrobił się tylko bardziej zirytowany i parę razy naskoczył na Krysię niepotrzebnie. Nadeszła pora wywiesić białą flagę…

 

Postanowienie noworoczne - koniec marzeń

 

Jakie mechanizmy tu zadziałały?

Co tak naprawdę wydarzyło się w życiu Romana i co pomagało mu oraz przeszkadzało w podjętym postanowieniu? Spróbujmy rozebrać jego strategię na czynniki pierwsze.

 

Pozytywne mechanizmy
  • Powtarzalna pora i „wyzwalacz” nawyku.
    Roman wykonywał swoje ćwiczenia o podobnej porze, w sekwencji po wstaniu z łóżka rano. To znacznie przyspiesza wytwarzanie nawyku. Jego mózg nie musi się zastanawiać, czy teraz jest dobry czas. Po prostu po jakimś czasie uruchomi wielokrotnie powtórzoną już procedurę.
  • Emocjonalny cel
    Cel, który Roman chciał osiągnąć poruszał go emocjonalnie. To, że „zderzył się” ze swoim obrazem w lustrze go poruszyło. Emocjonalny cel pozwala przetrwać dni, w które się nie chce, wrócić po przerwie, a także utrzymywać poziom motywacji w dłuższej perspektywie.
Negatywne mechanizmy
  • Brak frajdy i ciekawości.
    W całym ćwiczeniu Romana nie było nic ciekawego. Nie odczuwał z tego absolutnie żadnej frajdy. Czynność była jedynie środkiem do celu. Przy braku presji czasu jego mózg szybko się znudził i zaczął szukać wymówek.
  • Efekt nie występuje od razu, a czynność jest jedynie środkiem do celu.
    Roman nie lubił tych ćwiczeń, były one tylko po to, żeby schudnąć. Spadek wagi nie nastąpił jednak od razu, więc już po paru dniach zaczął opadać jego poziom motywacji. Robienie okropnych rzeczy dla rezultatu, który jest odległy w czasie to nie jest dyscyplina, to jest katorga 😉
  • Poczucie winy i wstyd.
    Każda przerwa w ćwiczeniu i „dzień wpadki” to pożywka dla poczucia winy i wstydu. Z każdym kolejnym potknięciem jest wtedy coraz trudniej. „Idealne” plany nie przewidują, że jesteśmy ludźmi i prędzej czy później się potkniemy, co jest elementem każdego procesu uczenia się.
  • Brak kompana.
    Poczucie winy i wstyd potęgowane były samotnością Romana w jego zmaganiu. Byłoby super, gdyby miał jakiegokolwiek towarzysza, choćby na drugim końcu świata, który zmaga się z podobną rzeczą i dzięki któremu czuje, że pracują nad czymś razem. W grupie zmiana wydaje się dużo bardziej prawdopodobna.
  • Emocjonalny zryw do wielkiej rzeczy.
    Decyzja o ćwiczeniach była czysto emocjonalna i nieprzemyślana. Zabrakło choćby najprostszego planu, wyboru sensownych ćwiczeń zorientowanych na rezultaty, a także planu na weekendy oraz dni, w które nie da rady poćwiczyć.
  • Brak planu B i planu powrotu po przerwie.
    Emocjonalna decyzja Romana zakładała, że będzie ćwiczył codziennie, bez żadnych przerw. Nie przygotował żadnego „planu B” na dni, w które włączy drzemkę, w które wyjedzie, w które będzie chory. Nie przygotował planu powrotu do ćwiczeń po takich przerwach, które przecież prędzej czy później się przytrafią.
  • Krótkofalowy cel z efektem jojo.
    Ponieważ cel Romana nie polegał na wpleceniu nawyku ćwiczenia, a na osiągnięciu rezultatu, aż prosi się on o „efekt jojo”. Wiele osób biega w ten sposób – przygotowuje się miesiącami do biegu na 10km lub do maratonu, ale gdy tylko osiągną cel… przestają biegać!
  • Brak pierwszego kroku.
    Roman nie przygotował sobie procedury, którą mógłby zastosować w dni, w które wykonanie ćwiczeń będzie go przerastało. Czynności wymagające dużej ilości energii dobrze jest rozbić sobie na mniejsze i wtedy naszemu mózgowi łatwiej je zaakceptować. W końcu najtrudniej się ruszyć z miejsca!

 

Alternatywna wersja rzeczywistości

Spróbujmy teraz zobaczyć, jak wyglądała by ta historia, gdyby Roman trochę popracował nad wyeliminowaniem negatywnych mechanizmów, a wzmocnił te pozytywne.

 

Postanowienie noworoczne Romana

Brzuch ewidentnie się powiększył. Przed jakiś czas myślał, że to chwilowe wzdęcie, ale ostatnie wizyty pod prysznicem i to, co zobaczył, przekonały go, że coś jest nie tak. Krysia nic mu nie mówiła, ale pewnie po prostu było jej głupio…

Roman lekko podłamany swoją obserwacją, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Będąc w pracy, podzielił się swoim spostrzeżeniem z dwoma kumplami, których gabaryty też ostatnio się zwiększyły. Oczywiście opowiedział im tylko o sobie, a nie o refleksji na ich temat!

Kumple w chwili szczerości przyznali się, że walczą praktycznie z identycznym problemem. Wymienili obserwacje i wrażenia, po czym postanowili stworzyć drużynę, która pokona ten problem razem.

 

Pierwsze kroki drużyny

Każdy członek drużyny poszukał w Internecie najlepszych ćwiczeń, które można wykonać rano lub wieczorem, w ciągu 10-15 minut. Jeden z nich porozmawiał ze swoim znajomym trenerem personalnym. Wymienili się spostrzeżeniami i postanowili ruszyć do dzieła, eksperymentując z porami oraz zestawem ćwiczeń.

Pierwszego dnia Roman wstał rano, obmył twarz, przebrał się, a następnie zabrał się za wykonywanie ćwiczeń. Fajnie było  poczuć, jak jego mięśnie pracują. Lubił to uczucie. Ewidentnie widział, że są takie ćwiczenia, które sprawiają mu po prostu frajdę! To było przyjemne parę minut, nastawione nie tylko na rezultat, ale też na przyjemność czerpaną z samego faktu ćwiczenia.

Gdy skończył, zgodnie z umową w drużynie, wysłał dwóm kolegom SMSa, w którym napisał dokładnie jakie ćwiczenia wykonał i jak się po nich czuje oraz życzył im powodzenia. Jeden z nich odpisał dosłownie parę minut później, a drugi postanowił ćwiczyć wieczorem.

 

Pierwsze potknięcia Romana

W końcu przytrafił mu się „ten dzień”. Zmęczony wcisnął drzemkę w telefonie i w porannym pośpiechu o ćwiczeniach nie było już mowy.

Na szczęście, gdy drużyna postanowiła zacząć wspólne działanie, umówili się, że pojedyncze dni wpadek przydarzą się prędzej czy później każdemu. Uzgodnili, że pojedynczy dzień przerwy nic nie znaczy i nie będą tego nawet komentować. Po dniu przerwy, będą musieli po prostu zadbać o to, by nie opuścić dwóch dni z rzędu.

Niesiony tą myślą, tego dnia Roman postanowił położyć się trochę wcześniej – zauważył, że gdy nie dosypia, wstaje rano zmęczony, włącza drzemkę i właśnie dlatego najczęściej przegapia swoje poranne ćwiczenia. W końcu, czy wieczorne czytanie bzdur w Internecie jest aż tak ważne?

 

Eksperymenty

Przez trzy tygodnie Roman eksperymentował z przeróżnymi ćwiczeniami. Skonsultowali je w swojej drużynie z trenerem personalnym i każdy, testując różne ustawienia, ostatecznie znalazł swój ulubiony zestaw. Nigdy wcześniej Roman nie pomyślał, że sam fakt ćwiczenia może już sprawiać frajdę! Do tej pory podświadomie uważał, że ćwiczenia fizyczne muszą być bólem i cierpieniem i chciał mieć je jak najszybciej za sobą. Teraz ćwiczenia to była inna jakość!

Pomimo całej frajdy wciąż zdarzały mu się dni, w które wcale nie chciało mu się ćwiczyć i najchętniej zająłby się wszystkim innym, tylko nie tym. Na takie chwile miał jednak przygotowaną krótką procedurę działania małymi krokami. Jeśli 10 minut ćwiczeń go mentalnie przerastało, po prostu myślał, by zrobić tylko pierwsze ćwiczenie. Gdy pierwsze ćwiczenie go przerastało, skupiał się tylko na pierwszym ruchu. Zauważył, że w każdym ćwiczeniu najtrudniej jest po prostu ruszyć z miejsca, a potem jakoś to już idzie! Tak właśnie czasem jeden skłon zaczynał całą serię ćwiczeń.

 

Postanowienie noworoczne - świętowanie

 

Pora na Świętowanie

Cała drużyna była świadoma, że nie zobaczą spektakularnych efektach po tygodniu, ani nawet po miesiącu. Nastawili się jednak na długofalowe działanie. W końcu chcieliby ćwiczyć już całe życie, a do tego być dobrym przykładem dla swoich przyszłych dzieci! To na czym im zależało to na sprawieniu, by ćwiczenia już na zawsze stały się częścią ich życia.

Efekty przyszły same. Już po miesiącu okazało się, że ciało jest bardziej sprężyste oraz zmieniło trochę kształt. Roman nie mógł powiedzieć, czy była to kwestia samych ćwiczeń, czy też tego, że przy okazji wprowadził do diety parę małych zmian, a do tego ewidentnie podjadał mniej słodyczy. Cała trójka chłopaków przyznała, że jest z tym dużo lepiej, zupełnie przy okazji!

Krysia obiecała towarzyszyć Romanowi i go wspierać. Po 5 dniach ćwiczenia znalazł przy śniadaniu karteczkę z życzeniami udanego ćwiczenia przez następne dni. Po 25 dniach cierpliwego ćwiczenia, zrobiła mu niespodziankę i zarezerwowała stolik w ich ulubionej restauracji i pięknie się wystroiła. Co takiego przygotuje, gdy wytrwa 100 dni? Zdecydowanie chciał się przekonać!

I tutaj kończy się alternatywna wersja historia Romana i jego postanowienia.

 

Jak Ci się podoba taka forma rozmawiania o produktywności?

Czy coś Ci się szczególnie podoba albo brakuje w tej historii? 🙂

W planie mam więcej odcinków przygód Romana i Krysi – jeśli chcesz otrzymywać je na bieżąco, koniecznie zapisz się do Produktywnej Listy.

 

Okładka postu – Matt Palmer na Unsplash

(Visited 568 times, 1 visits today)

Komentarze (3)

  1. hehe… skąd ja to znam 😀

    ja jestem dumny ze swojego nawyku ćwićzeń rano przed pracą. Motywacja była prosta: bolało mnie coś, do tego siedzenie przy kompie cały dzień nie poprawia zdrowia za bardzo… już drobne ćwiczenia przynosiły efekty, więc przerobiło się to w nawyk. Czasem jest przerwa, ale już od ponad 1.5 roku praktycznie codziennie udaje mi się ćwiczyć. Kolejny plan – rozszerzyć zestaw ćwiczeń.

    Ale zgadzam się, że posiadanie ekipy o wiele lepiej zmotywuje i sprawi, że będzie to większa frajda.

  2. Czasem wystarczy jasno sformułować to co „wiedzą wszyscy”, usystematyzować, powtórzyć i mamy świetny materiał. A że jasno, zabawnie i krótko to tylko lepiej.

  3. Świetny pomysł Józiu. Proste „na miedzy” z wplecioną profesjonalną warstwą. Jestem ciekaw kolejnych części.

Dodaj komentarz

Masz jeszcze jakieś pytania?

Po prostu napisz do mnie. Odpowiadam na wszystkie maile.

Produktywni.pl Piotr Nabielec
ul. Smolki 12B/6B
30-513 Kraków