/Pół roku bez etatu, czyli jak wystartowałem Produktywni.pl

Produktywni.pl istnieją już dobrze ponad rok, jednak dopiero nieco ponad 6 miesięcy temu zdecydowałem się im całkowicie poświęcić. Zrezygnowałem z ostatniego etatu i postanowiłem zacząć całkowicie utrzymywać się z tej działalności. Czy mi się udało? Spróbuję opisać rzeczywistość ostatnich 6 miesięcy „na swoim”, bez etatowej pracy.

15.06.2016

Pół roku bez etatu

 

Dlaczego to zrobiłem?

Spędziłem ponad 10 lat w IT pracując przez większość czasu dla dużych, międzynarodowych korporacji, choć pojawiały się też epizody z mniejszymi firmami. Przez większość czasu byłem szczęściarzem – mogłem robić to, co naprawdę lubiłem, w fajnych zespołach, za dobre pieniądze.

Pojawił się jednak taki moment, w którym wiedziałem, że zrobiło mi się naprawdę wygodnie, zbyt wygodnie. Jednocześnie czułem, że coraz bardziej „umieram”, zatapiam się w strefie komfortu i brakuje mi prawdziwych wyzwań. Zabijały mnie też gierki polityczne wewnątrz firm, chaos, brak celu, który głęboko by mnie poruszał.

 

Zmagania

Chciałem coś zmienić, ale jednocześnie perspektywa stania się całkowicie niezależnym chyba mnie przerastała. Przez długi czas zmagałem się z myślami w stylu:

  • rzucić tak dobrze płatną, stabilną pracę dla nie wiadomo czego?
  • każdy się zmaga w pracy, takie jest życie, myślisz że gdzieś się tego pozbędziesz?
  • „umiem szkolić i kodować, ale czy umiem sprzedawać siebie?”
  • „umiem pracować dla innych, ale czy potrafię pracować dla siebie?”

Mógłbym osiąść w miejscu, w którym mógłbym spokojnie spłacać kredyt, robiąc fajne rzeczy, ale wiedziałem, że to jest test, który muszę przejść. Nie mamy jeszcze dzieci i to na pewno ułatwiło sprawę – mając dzieci byłoby dużo trudniej podjąć taką decyzję. Początkiem 2015 roku zacząłem poważnie przygotowywać się do odejścia, łapać kontakty i zlecenia, budować ofertę i ją testować, by końcem 2015 roku sprawdzić siebie już naprawdę.

 

Założenia

Po paru rozmowach z innymi trenerami, działającymi niezależnie i mającymi swoje firmy, wiedziałem że muszę się nastawić na to, że przez pierwsze pół roku nic nie zarobię. Mając poduszkę finansową na ten okres, mogłem spokojnie zabrać się do pracy.

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy chciałem sprawdzić, czy na moje szkolenia będzie popyt, czy taki tryb pracy będzie mi odpowiadał, jak zmieni się moje podejście do życia, relacje. Gdyby było bardzo źle, po pół roku mogłem spokojnie wrócić na etat jako menedżer albo wewnętrzny trener.

To był szalony pomysł, ale chciałem założyć własną działalność i pracować mniej niż na etacie. Chciałem więcej być wśród zieleni, więcej wyjeżdżać, pracować intensywnie, ale z dłuższymi przerwami – tak jak lubię!

Ważne było dla mnie wsparcie żony. Wiedzieliśmy, że większość naszego dochodu to moja praca, ale pomógł mi jej uśmiech i całkowita zgoda na to, żebym szedł za tym, co podpowiada mi serce.

 

Przez te sześć miesięcy były wzloty i upadki, a oto najważniejsze punkty i lekcje, które wyciągnąłem:

 

Stanąłem biznesowo na swoich nogach

To, czego bałem się najbardziej, najszybciej się rozwiązało. Pierwsze zlecenia i długofalowa współpraca pojawiły się bardzo szybko. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy spędziłem 30 dni szkoląc, a do końca 2016 już mam w kalendarzu kolejnych 21 dni szkoleniowych. Zarobiłem na tych szkoleniach prawie dokładnie tyle, co zarobiłbym pozostając na etacie. To było dla mnie niezwykle ważne, biorąc pod uwagę, że zakładałem, że mój dochód w tym czasie będzie bliski zeru.

Mógłbym wziąć więcej szkoleń i zleceń, ale postanowiłem poświęcić energię na zbudowanie długofalowej strategii i naładowanie akumulatorów.

W tym czasie wystąpiłem jako prelegent na 12 wydarzeniach, m.in. InfoMeet w Krakowie, Warszawie i Wrocławiu, na spotkaniu PMI w Krakowie w siedzibie IG, na Project:People, Product Tank, spotkaniu „Zwinna Łódź”. Wysłuchało tych prelekcji prawie 500 osób! Dodatkowo pojawiłem się również na Aspire4Kids, gdzie mówiłem do 250 dzieci!

Poprowadziłem też cztery warsztaty m.in. w jednym z banków, na konferencji Soap, a nawet w Izbie Skarbowej!

 

Poznałem potęgę sieci kontaktów

To, co było dla mnie największym zaskoczeniem to potęga sieci kontaktów. Po pół roku bez etatu wiem, że procentuje bardzo dużo znajomości zawartych przez ostatnie 10 i więcej lat. Pracowałem z kimś ostatnio 5 lat temu, ale dobrze mnie wspominał i polecił mnie w swojej firmie. Ktoś wspomniał o mnie jako prelegencie na konferencji, zaproszono mnie. Każde dobre wrażenie, które po sobie zostawiłem w każdej z firm i na każdej z konferencji, teraz pracuje dla mnie.

Zupełnie nie byłem świadom, że to tak wielki atut. Gdybym zdawał sobie z tego sprawę wcześniej, przez ostatnie lata dużo bardziej przyłożyłbym się do rozbudowywania profesjonalnej sieci zawodowej, częściej chodził na różnorodne konferencje i wystąpienia, by nawiązać najprzeróżniejsze relacje.

Sieć kontaktów to również nieocenione źródło informacji zwrotnej. Ludzie szczerze dawali mi znać o mojej ofercie, o tym jak jestem postrzegany, o nadchodzących możliwościach, o błędach na stronie, o tym jak mógłbym lepiej trafić do nich i ich firm.

Wszystkim, którzy mi w tym czasie pomagali, bardzo serdecznie dziękuję!

 

Przekonałem się, że to ma sens i chcę to robić

Przez ponad 7 lat pracowałem jako programista, a później menedżer, coraz bardziej pociągały mnie jednak szkolenia i rozwijanie innych. Ostatnie 3 lata etatu spędziłem już jako pełnoetatowy, wewnętrzny szkoleniowiec. Ciągle jednak żył we mnie niepokój, czy dobrze robię, czy powinienem zostawiać programowanie, w którym podobno byłem dobry.

Ten niepokój towarzyszył mi również, gdy zacząłem własną działalność. To jednak informacja zwrotna w ciągu ostatnich 6 miesięcy dała mi spokój i pewność. Pamiętam, że w styczniu 2016 po jednym z dwudniowych szkoleń, zebrałem ankiety od uczestników i zobaczyłem, że z 14 uczestników, 12 oceniło szkolenie jako „znakomite” (ocena 6), a 2 jako „bardzo dobre” (ocena 5). To daje średnią 5.86/6. Usiadłem wtedy i solidnie się rozpłakałem! Łzy długo ciekły, a ze mnie uciekał cały strach i niepokój, który nosiłem w sobie przez ostatnie trzy lata w związku z tą zmianą. To był moment, w którym zyskałem pewność, że może być trudno, ale sobie poradzę.

Pół roku bez etatu - ocena jednego z uczestników szkolenia
Oto jedna z ankiet wypełnionych po szkoleniu, dzięki której naprawdę czuję, że to, co robię, ma sens!

Jednocześnie dużo uważniej zacząłem słuchać informacji zwrotnej – co było super, a co mógłbym poprawić. Pytam o to w kółko, jak bym powtarzał jakąś mantrę! To wsłuchiwanie się w to, czego ludzie potrzebują i co mówią po szkoleniach, czy wystąpieniach powoduje, że mogę je usprawniać i po ocenach widzę, że to naprawdę działa.

Nawet teraz, gdy przeczytasz ten artykuł będę prosił Cię o komentarz – napisz mi proszę, co było najfajniejsze w tym artykule, a co mógłbym poprawić. Dzięki!

Pół roku bez etatu - moje wizytówki
Gdy wrzuciłem zdjęcie swoich nowych wizytówek do mediów społecznościowych, post poleciło 130 osób na LinkedIn oraz ponad 50 na facebooku. Dotarły dzięki temu za darmo do paru tysięcy ludzi! To też dla mnie niezwykła i praktyczna forma informacji zwrotnej.

W 100% decyduję o swoim czasie, uspokoiłem się

Przed odejściem z etatu pracowałem około 40 godzin tygodniowo, a wolny czas dzieliłem między rodzinę, swoje hobby, projekty, pisanie, odpoczynek. Wiele z tych rzeczy było dla mnie ogromnie ważnych i bardzo trudno było z czegoś rezygnować. Jednocześnie czułem również, że swoją najlepszą energię zostawiam w biurze i brakuje mi jej potem na inne rzeczy. Bywałem przez to nerwowy i ciągle nosiłem w sobie sprzeczne emocje związane z ciągłym żonglowaniem priorytetami.

Po pół roku bez etatu bardzo się uspokoiłem, dużo czasu się uwolniło. Swoją najlepszą energię mogę świadomie podzielić – w niektóre dni będzie dla rodziny, w inne dla trudnego projektu, czy szkolenia, w inne dla rozważań i planowania. Będąc w biurze nigdy nie potrafiłem pracować „na pół gwizdka”.

W pracy zawsze zdarzy się jakaś dziwna, wydająca się nie mieć sensu inicjatywa, długie spotkanie bez celu, walka z biurokracją. Teraz to ja biorę 100% odpowiedzialności, ale też w 100% to ja decyduję o swoim czasie. Jeśli uważam, że spotkanie nie ma sensu, nie idę na nie. Jeśli nie czuję jakiegoś tematu, nie angażuję się w niego. Jeśli mam jasne priorytety, działam według nich bez większych zakłóceń. Jeśli potrzebuję odpocząć, długo śpię, nie patrząc na zegarek. Ta wolność ma swoją cenę, ale smakuje wybornie.

Policzyłem, że w ciągu ostatnich 6 miesięcy odbyłem 37 spotkań w czasie „godzin biurowych”, które inaczej musiałbym odbyć w innych godzinach, 6 dni „pracujących” spędziłem opiekując się bliskim dzieciaczkiem, praktycznie nie pracując, w 5 dni w „godzinach pracy” pojechałem do lasu na spacer, 5 dni pracowałem poza domem, na działce, pod drzewem.

Niestety w tym trybie pracy pojawia się również mnóstwo rozproszeń. Łatwo jest poświęcić swój czas na bzdury, łatwo sobie odpuścić, łatwo jest również wpaść w pracoholizm. Kiedy moja praca jest tak naprawdę skończona? Bardzo przydał się system planowania tygodnia oraz lista zadań.

Musiałem z żoną ustalić pewne zasady, według których działam, a samemu sobie postawić na drodze mnóstwo zapór. Między innymi zacząłem bardzo chronić swoje poranki. Wstaję, rozciągam się krótko, czytam, modlę się i ruszam do pracy. Poranek to dla mnie najbardziej produktywny czas. Zabieram się wtedy za najtrudniejsze, wymagające najwięcej energii i skupienia zadania. Żeby temu pomóc musiałem zainstalować sobie wtyczkę do przeglądarki (stayFocusd), która między 8:00, a 14:00 ogranicza facebook, linkedin i inne strony (w tym prywatną pocztę) do 10 minut. Te strony zabierały mi zdecydowanie za dużo czasu i trudno było z tym walczyć. Podobny los spotkał mój telefon. Na czas pisania artykułów i innych treści, zacząłem wyłączać w swoim laptopie WiFi.

 

Musiałem przemyśleć co tak naprawdę chcę robić i jak – dużo ważnych pytań!

Rozproszenia rozproszeniami, ale tak naprawdę to, co najbardziej pomaga mi w skupieniu to jasny cel i obraz rzeczywistości, do którego chcę dążyć. Jeśli widzę go wyraźnie, potrafię się dużo bardziej skupić, mniej ciągnie mnie do rozpraszania, podejmuję decyzje szybciej i z większą pewnością.

Paradoksalnie problemem okazał się nie brak zleceń, ale ich nadmiar. Pojawiały się zlecenia, które dawały sporo pieniędzy, ale nie były rozwojowe, ani zbieżne z tym, co tak naprawdę chciałbym robić długofalowo. Musiałem nauczyć się mówić „nie” niektórym dobrze płatnym zleceniom. Odmówić zlecenie na ponad 20 tysięcy złotych było i jest bardzo trudne!

Żeby łatwo mówić „nie”, trzeba mieć większe „tak” płonące w środku. Ja jednak trwałem w lekkim chaosie i ponad cztery tygodnie zajęło mi tak naprawdę ustalenie długofalowej strategii, jak chcę działać, jak ma wyglądać moje „tak”. Po pierwszych dwóch-trzech miesiącach działalności podsumowałem wszystkie informacje zwrotne, które dostałem, eksperymenty które wykonałem i rozmowy, które odbyłem.

Postanowiłem, że skupię się na czterech aktywnościach:

Wszystko to bardzo uporządkowało moje planowanie tygodnia, moje codzienne decyzje i przyspieszyło reakcje, gdy pojawiają się nowe możliwości. Jednocześnie ograniczyłem kanały, którymi chcę docierać do ludzi i każdy z nich ma swoją oddzielną rolę:

W miesiąc od otwarcia, po publikacji pięciu artykułów, na blogu zawitało około 1000 osób, do newslettera jest zapisanych około 300 osób, strona na facebooku niedawno przebiła 500 polubień, a kanał na youtube ma 45 subskrybentów.

Pół roku bez etatu - statystyki bloga
Oto moje statystyki z Google Analytics z bloga po 5 opublikowanych artykułach. Za pół roku powinno być tam już dobrze ponad 20 artykułów! Mam niecały 1000 czytelników, z których każdy przegląda średnio 2 strony i spędza tu 2 minuty i 10 sekund. Mniej więcej połowa ludzi wraca „po jeszcze”. Dwie trzecie wchodzą, czytają jedną stronę i od razu wychodzą. Zobaczymy te statystyki za trzy miesiące i pół roku!

Super sprawdziły się programy

W grudniu wpadłem na pomysł tworzenia Internetowych programów, „wirtualnych klas”. Szkolenia stacjonarne dla firm są fajne i mają wymierne efekty, ale dla pracowników firm są dość rzadkie i drogie. Z drugiej strony szkolenia wideo nie posiadają grupowego wymiaru.

To spędzało mi sen z powiek – jak dostarczyć uczenie przez Internet, w którym będzie silny element grupy? Zacząłem eksperymentować z „wirtualnymi klasami” i pierwszy eksperymentalny program odbył się już w styczniu. Później wystartowały jeszcze trzy. Po każdym z nich dostałem niewiarygodnie cenny feedback!

  • Tworzenie nawyków, 4-31 stycznia; 94 zapisanych, 67 ukończyło (71%)
  • Mniej narzekania, więcej życzliwości, 8-28 lutego; 165 zapisanych, 109 ukończyło (66%)
  • Produktywność, 30 marca – 26 kwietnia; 218 zapisanych, 140 ukończyło (64%)
  • Nawyk w miesiąc, 16 maja – 12 czerwca; 139 zapisanych (limitowane), 84 ukończyło (60%)

W sumie więc te Internetowe programy ukończyło już 400 uczestników. Ze 150 ankiet wyłania się obraz pełen nadziei: średnia ocena programu to 7.42/10, a gotowość polecenia kursu innym 8.77/10!

Pół roku bez etatu - statystyki programów - ocena
Około 150 osób oceniło w ankiecie programy od 1 (żadnych efektów) do 10 (ogromne efekty). Średnia 7.42/10 jest dla mnie ogromnie motywująca!
Pół roku bez etatu - statystyki programów - polecenia
Około 150 osób oceniło, jak bardzo polecili by dany program internetowy swoim znajomym. Średnia 8.77/10 właściwie zmusza mnie, żebym rozpoczął kolejne! Zabieram się za nie od września!

Wszyscy uczestnicy programów – ogromne dzięki za Wasz wkład, cenny feedback i wszystkie wiadomości!

 

Życie prywatne

Często ludzie zadają mi pytanie, czy odejście z etatu odbiło się na moim życiu prywatnym. Odpowiadam, że tak – ja widzę ogromną zmianę.

Na samym początku musieliśmy nauczyć się z żoną nowego trybu działania. Jestem więcej w domu, ale dalej pracuję. Czasem razem gotujemy, to nas mocno zbliża. Czasem jedziemy do lasu albo na spacer, gdy pogoda jest dobra, a nie ma natłoku aktywności. Poza tym jednak jestem w domu, ale pracuję i potrzebuję skupienia. Wymagało to ustalenia pewnych zasad.

Ponieważ mój dom stał się moim biurem, musiałem dużo bardziej zadbać o ruch i odżywianie. Praca w domu była pod tym względem trudna! W pierwsze dwa miesiące złapałem dodatkowe 2-3 kilogramy i zaczęły mi one przeszkadzać. Zrobiliśmy z żoną sporo zmian w naszej diecie i aktywności fizycznej i ostatecznie moja waga spadła o 7kg. Czuję się świetnie!

Pracując w domu czułem, że żeby dobrze się tu czuć i nie tracić niepotrzebnie czasu, musiałem zrobić solidne porządki. Zajęło mi to sporo czasu, ale posprzątałem:

  • przestrzenie, w których zwykle tylko upychamy rzeczy i potem jest do nich znacznie utrudniony dostęp,
  • szafę z ubraniami, nieużywane ciuszki oddałem na zbiórkę,
  • segregatory z papierami (mam ich 6 sztuk) i inne miejsca, w których gromadzą się dokumenty, posegregowałem je i wyrzuciłem ponad 2kg zbędnej makulatury,
  • książki – mamy kratkę 5×5 z Ikei, praktycznie pełną książek – posegregowałem je, zrobiłem inwentaryzację i ponad 30 książek sprzedałem,
  • backupy – miałem mnóstwo śmieci na dyskach różnych komputerów, a chciałem mieć w miarę spójny system backupów. Tego niestety jeszcze nie skończyłem, ale na wszystkich dyskach w sumie przybyło mi 1.5TB miejsca wolnego!

Bardzo sobie cenię teraz wolność w podejmowaniu decyzji – jeśli tylko nie prowadzę szkolenia, mogę spotykać się z ludźmi o dowolnej porze w ciągu dnia, mogę ugotować z żoną obiad albo przejść się na spacer, a także pomóc komuś w rodzinie. To było dla mnie bardzo ważne.

 

Co bym zrobił inaczej, gdybym mógł cofnąć czas?

  • Częściej chodziłbym na spotkania branżowe, Meetupy, konferencje, poznawał nowych ludzi – rozbudowywał swoją sieć kontaktów.
    Dopiero teraz widzę, jak ważne jest to, by mieć kontakty do osób, które znają się na różnorodnych zagadnieniach. Jeśli przykładowo chcę zrobić grafikę, postawić nową stronę, to mam sprawdzonych ludzi. Ale co zrobić w sprawach podatkowych? Zbierania funduszy? Marketingu? Podejściu do social media i SEO? Tego mi bardzo brakowało na starcie.
  • Zmierzyłbym się wcześniej ze sprawami finansowymi.
    Startując prowadziłem budżet domowy, ale nie do końca rozumiałem sprawy podatków, VATu, zaliczek, formularzy. Korzystam z usług księgowej, ale nie bardzo rozumiałem jak dobrze rozliczać koszty wyjazdów, różne faktury, jak dobrze rozliczać koszty. Na pewno chętnie usiadłbym ze znajomymi, którzy mają firmy i podobne działalności, żeby omówić dobre strategie.
    Przykładowo niedawno założyłem specjalne konto, na które natychmiast po otrzymaniu płatności, przelewam 1/3 otrzymanej kwoty i uznaję, że tych pieniędzy nigdy nie było – pójdą one na podatek VAT i zaliczki. Bez tego kwoty na kontach bardzo skakały i trudno było mi się odnaleźć w tym chaosie ile tak naprawdę zarobiłem.
  • Zrobiłbym więcej warsztatów i eksperymentów.
    Przed odejściem z etatu zrobiłbym więcej eksperymentów, żeby potwierdzić to, co daje ludziom największą wartość. Które moduły, ćwiczenia, techniki, przykłady przynoszą ludziom największe rezultaty? Spokojnie mogłem małymi krokami działać dużo wcześniej, potwierdzić pewne hipotezy i wcześniej dopracować swoje produkty. „Wirtualne klasy” też mogły ruszyć dużo wcześniej.
  • Zastanowiłbym się konkretniej i spokojniej nad strategią.
    Dziś łatwo jest robić mnóstwo rzeczy, a ja nie mając wiele danych z eksperymentów, utknąłem w chaosie informacji. Dopiero po dwóch-trzech miesiącach, po wystąpieniach, szkoleniach, ankietach i rozmowach usiadłem i przez wiele godzin rysowałem i snułem wizję co tak naprawdę chcę robić, jaką zmianę chciałbym uczynić w świecie, a czego na pewno nie chcę robić? Z jakimi słowami kluczowymi chciałbym być kojarzony? O czym chciałbym pisać? Kim chcę być? Gdy po czterech-pięciu tygodniach wykluła się z tego spójna strategia, bardzo mnie to uspokoiło i uprościło wiele rzeczy.
  • Wcześniej odszedłbym z etatu?
    Bałem się jak to będzie, czy dam sobie radę, czy ktoś będzie zainteresowany moimi usługami. Trudno jest przewidzieć wszystkie scenariusze, które się wydarzą, a mi było bardzo trudno podjąć ostateczną decyzję o odejściu z etatu. Myślę, że spokojnie mogłem ją podjąć dużo wcześniej. Jedyne czego mi brakowało to konkretnego pomysłu (mam dużo pomysłów i trzeba było wybrać coś bardzo precyzyjnie!) i wiary w to, że się uda. Potem tylko zakasać rękawy i do roboty!
    Długo zajęło mi uwierzenie, że sobie poradzę i wszystkim, którzy mi pomogli, ogromnie dziękuję!

 

Informacja zwrotna, komentarze i konkurs!

To tyle mam nadzieję szczerego i konkretnego podsumowania moich pierwszych sześciu miesięcy bez etatu. Skoro już doczytałeś/doczytałaś do tego miejsca, chcę Cię ogromnie prosić o informację zwrotną dotyczącą tego i innych artykułów (Co jest najlepsze? Co mogę poprawić?) – napisz o tym w komentarzu.

Jednocześnie mam listę ponad 50 tematów na które chcę napisać, a najbliższa kolejka przedstawia się następująco:

  1. Jak sprawnie żonglować wieloma projektami na raz
  2. Produktywność, a wakacje i odpoczynek
  3. Jak mądrze i skutecznie wytwarzać nawyki
  4. Sprawne działanie w poczcie GMail
  5. 7 nawyków skutecznego działania
  6. Sztuka mądrego stawiania celów
  7. Jak skutecznie przekazywać wiedzę
  8. Jak zrobić dobrą prezentację
  9. Jak osiągnąć pełną koncentrację
  10. Moja historia – od programisty do trenera
  11. Jak wydać książkę przez Amazon

Proszę oddaj swój głos w komentarzu na któryś z tematów – chciałbym pisać to, co moi czytelnicy uznają za najważniejsze dla nich!

Możesz również zasugerować jakiś temat, o którym chętnie przeczytasz, ale go tu brakuje.

Pół roku bez etatu - trzy kody Todoist premium

 

Wśród komentujących rozlosuję trzy kody na trzy miesiące Todoist Premium – aplikacji do zarządzania listą zadań!
Nagrody zostaną rozdane w środę, 22 czerwca 2016.

 

 

Podziel się tym artykułem ...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Komentarze (35)

Bardzo motywacyjny wpis. Sam się przekonałem jak wiele można, gdy się ustali cele i do tego sensownie podejdzie. Ale podczas pracy na etacie nauczyłem się jednej rzeczy – żeby korzystać z mozliwości nauki. Stąd bardzo lubię np. szkolenia otwarte. Tak jak wspomniałes, umiejętności miękie i kontakty, to klucz do sukcesu, warto mieć tego świadomość i rozwijać tę kwestię. Czasami trzeba nawet pokonać duszę introwertyka. 😉

Zapisuję się do newslettera. 🙂

Cześć Maciek,

Dzięki za komentarz! Napiszesz kawałek tej historii dla innych? („jak wiele można, gdy ustali się cele i do tego sensownie podejdzie”).
A może polecisz innym też jakieś szkolenia otwarte, na których byłeś? 🙂

Gratuluję odwagi. Niesamowite jest jak wielu z nas o tym myśli a tak jak w moim przypadku brakuje im „tego czegoś” żeby zmienić swoje życie. Zawsze czekamy na lepszą okazję mimo, że od dawna czujemy iż obecna droga prowadzi zupełnie nie tam gdzie chcielibyśmy być.

Gratuluje i podziwiam!

PS. Mnie urzekła gramatura papieru na którym rozdajesz materiały na szkoleniach – to lubię, dopracowane w każdym aspekcie!

Bardzo Ci dziękuję!
Choć nie wiem, czy w moim wypadku to była bardziej odwaga, czy narastająca frustracja 😉
A papier – tak, lubię takie szczegóły i tym bardziej cieszy, że ktoś to dostrzega! 🙂

Mój mąż był na Twoim szkoleniu i bardzo mu się podobało 🙂 też bym chciała pracować na swoim, puki co jestem na wychowawczym, ale gdy się skończy nie chcę wracać na etat, mam plan, więc może się uda 🙂

Dziękuję wszystkim za komentarze!
Obiecałem rozwiązanie konkursu 22 czerwca, a w losowaniu zwyciężyli:
– Darek, komentarzem z 16 czerwca 2016 o 00:05,
– Mirka, komentarzem z 15 czerwca 2016 o 21:35,
– Wisswi, komentarzem z 17 czerwca 2016 o 20:28.

Gratulacje! 🙂

Piotrek – po pierwsze gratuluję (szczerze) że się udało.
Po drugie 2 krótkie pytania:
1. Czy masz kredyt hipoteczny ?
2. Czy masz dzieci ?

….to się może wydawać dość stereotypowe…ale „poduszka finansowa” o której wspomniałeś a która wydaje się jednak kluczowa – zależy w 99% od tych dwóch punktów… 🙂
pzdr

Cześć Bartek!
Witam na blogu 🙂

Ad.1 – Nie, nie mamy. Zdecydowaliśmy się nie brać, właśnie po to, by zbudować poduszkę i mieć możliwość manewru.
Ad.2 – Cytując treść artykułu „Nie mamy jeszcze dzieci i to na pewno ułatwiło sprawę”.

W każdym razie, gdybym szukał wymówki to oba z tych punktów byłyby wystarczające 😉

Cześć, Bardzo dobry artykuł, również jestem na etapie etat/nie etat i akurat zbieram informację i „best practice” 🙂

Z listy powyżej jak dla mnie ważny i ciekawy temat:
7 nawyków skutecznego działania

Ja czekam niecierpliwie na rozwinięcie tematu „Moja historia – od programisty do trenera”. Dlaczego po tylu latach odstawiłeś programowanie na dalszy plan i to jeszcze będąc na etacie. No i dlaczego akurat trener kompetencji miękkich, skoro masz za sobą 7 lat pięknego doświadczenia jako programista? Równie dobrze mógłbyś się dzielić wiedzą techniczną. Z drugiej strony z doświadczeniem kodera jesteś bardziej przekonujący szkoląc w kompetencjach miękkich. W sumie ma to sens 🙂

Życzę Ci także powodzenia na linii praca/rodzina/dom. Mamy podobny model pracy jak ty i doszedłem do wniosku, że jest on dużo bardziej prorodzinny niż praca na etat. Warto z tego korzystać.

Jak zwykle przeczytałem wszystko co piszesz, bardzo fajny artykuł. Co do tematów, mam kilka typów: 2,6,9,10 🙂

P.S.
Nagrywaj więcej filmików, świetnie się je ogląda! 🙂

Praca „na swoim” jest dosyc często koniecznością , jedynym wyjściem z tzw. sytuacji (np. jak tu znaleźć pracę w małym miasteczku). Równie często okazuje się być fajnym sposobem na źycie i zarabianie. Z Twojej wypowiedzi wynika, źe Twój wybór był świadomy i ze w ogóle był wyborem. Mnie się to właśnie podoba. Zyczę sukcesów 🙂

Piotrze, świetny przykład mi dajesz!! Mogłabym napisać: wyjęte z moich ust (poza modlitwą 😉 ). Jednak ja jestem na początku tej drogi i dodałeś mi odwagi 🙂
Najciekawszy wydaje mi się temat Produktywność, a wakacje i odpoczynek, wręcz się nie mogę doczekać 🙂
Pozdrawiam i sukcesów życzę jak najwięcej!!

Głosuję na temat:
1. Jak sprawnie żonglować wieloma projektami na raz

PS: Piotrek, trzymam kciuki żeby firma dobrze się rozwijała no i jeszcze raz dziękuję Ci za pomysły które nam podsunąłeś na wyjazd integracyjny w Sabre jesienią w zeszłym roku – wszystko sprawdziło się naprawdę świetnie 🙂

Dzięki Radek za życzenia i pamięć!
Było 50% szans, że wtedy z Wami pojadę na ten wyjazd, więc tym bardziej żałuję 🙂
Ale to i tak Wy zrobiliście całą robotę, prawda? 🙂

Ciekawy artykuł:)
Głosuję na: Jak osiągnąć pełną koncentrację

Dzięki Piotrek za ostatnie szkolenie z Agile – widać że dobrze czujesz temat i szanujesz czas zarówno swój jak i osób, które Cię słuchają.

Trzymam kciuki za Twoją konsekwencję w trzymaniu się obranej linii i prowadzeniu własnej działalności.
Też dojrzewam do podobnej decyzji 🙂
Liczę, że jeszcze kiedyś

Piotrze, czy zanim wystartowałeś zmierzyłeś się z Business Model Canvas w ujęciu osobistym?
Chodzi mi o to co jest prezentowane w książce „Model biznesowy TY”.

temat 6

Zdecydowanie powinieneś zrobić sobie „Model biznesowy TY”, który jest jest przystosowaniem BMC do osób, co oznacza, że dotyczy w zasadzie każdego, kto sprzedaje swoją wiedzę lub umiejętności. BMC ma jeszcze dodatkowy kawałek dotyczący budowania propozycji wartości a jest rozwinięty w „Budowanie propozycji wartości”.
Polecam jako doskonałem ćwiczenie dotyczące autorefleksji w zakresie biznesowym.

Świetny artykuł, Piotrku, powala szczerością i konkretem, ilością przeanalizowanych danych. Inspirujący fragment o StayFocusd 🙂 stąd też głosuję na temat 9.
Pozdrawiam!

1. Jak sprawnie żonglować wieloma projektami na raz
3. Jak mądrze i skutecznie wytwarzać nawyki
10. Moja historia – od programisty do trenera

Bardzo dobry artykuł dla wszystkich, którzy tańczą na krawędzi etat/nie-etat :).

Głosuję na: 9. Jak osiągnąć pełną koncentrację.

Dodaj komentarz

Zapisz się do naszego newslettera!


Napisz do nas

Produktywni.pl Piotr Nabielec
ul. Smolki 12B/6B
30-513 Kraków

mail: kontakt (at) produktywni.pl
telefon: +48 505 035 778